Osobistościom, które występują, telewizje zakazują błyszczeć. Gdyby ktoś błysnął, to siedzący przed odbiornikami target odczułby swą niższą wartość. Nie poszedłby wtedy do dilera po auto, na którego kupnie można zarobić do 19 000 zł. Ani nie kupiłby komórki za 0 zł, by odbywać rozmowy o bardzo wartościowej treści za jedyne 23 grosze. Władcy telewizji zapobiegają błyszczeniu w ten sposób, że warunkiem występu jest oddanie twarzy do przemalowania beżową farbą ścienną. W pokoju przypominającym zakład fryzjerski wisi zdjęcie Dody jako wzór odczłowieczania. Życiowo przegrane panienki, którym nie udało się zostać kochankami prezesa lub choćby profesorami uniwersytetu i noszą miano wizażystek, smarują osobistościom mordy. Chodzi o to, żeby jednej nie można było odróżnić od drugiej. Są jednak na to sposoby. Jeżeli po bokach maski Dody pionowo zwisają dwie prawdziwe błękitne akwamaryny, znaczy to, że obcujemy z red. Pochanke przedstawiającą „Fakty” w TVN. Gdy po bokach twarzy brak kolczyków a zwisają obfite puce, mamy do czynienia z posłem Kaliszem. Nabrzmiałe, kapryśne w swym wyrazie usta między strugami pszennych włosów a’la Ziemowit, syn Piasta, pozwalają odróżnić Monikę Olejnik od ministra Ćwiąkalskiego. Prezydenta Rzeczpospolitej bystry obserwator też nie pomyli z panią Olejnik, gdyż ma on zaciśniętą szparę zamiast ust, brakuje mu tej, co Olejnik, pewności siebie i jakby prosi się o amputację rąk, bo nie wie, co z nimi zrobić. Jeżeli identyczna z prezydentem osoba rozwiera szparę i wrzeszczy, a ręką macha i grozi, znaczy to, że pod tynkiem kryje się prezydencki brat Jarosław. Gdy taka sama jak oni osoba uśmiecha się od ucha do ucha i mieszka na billboardzie żądając ochrony, gdyż jest podobna do prezydenta RP, mamy do czynienia ze skandaliczną reklamą niemieckiego radia RMF. Stoi za nią kanclerz Angela Merkel, siostra pani Steinbach, dobrze odżywiona i bezczelnie uśmiechnięta następczyni jednego z poprzednich kanclerzy. Tego, który miał wąsik, a pokonała go Armia Krajowa po zwycięskim powstaniu, któremu przewodził pan Ołdakowski – muzealnik patriotyczny.
Zawsze gdy malunek ludzkiej twarzy wykrzywia się imitując tym grymasem uśmiech, stoi przed wami minister Radek Sikorski. Jeżeli jednak występujący minister ma oczy wyłupiaste, nieruchome jak karp, to nie nazywa się Sikorski, tylko Fotyga. Uśmiech stały, szczery rozkwitający pod nosem płaskim, ciętym poprzecznie, to Gosiewski, zaś gały nieruchome, stalowe, patrzące jakby sztyletowały oznaczają, że Gosiewskiego zastąpił oto Szczygło.
Wielkim wzięciem w społeczeństwie cieszy się Donald Tusk, którego pysk jest banalny, a pomimo to inny niż wszystkich celebrities. Facjata premiera czyni niekiedy wrażenie ludzkiej twarzy. Bierze się to z niechlujstwa. Tusk występujący w studiu TV, będąc uprzednio pomalowanym na beżowo, wygląda jak wszyscy, to znaczy jak Doda i równie fałszywie śpiewa. I wówczas premier jest normalną postacią telewizyjną, czyli męską Barbie. Natomiast kamery często łapią Tuska w przejściu lub po przejściach przelotnie, w biegu. Ma wtedy pysk niepofarbowany, gdyż nie chodzi w makijażu od porannego siusiu do wieczornego paciorka, jak to czynił nieodżałowanej pamięci premier Miller.
Glajszachtując ludzi telewizje chronią Polskę przed rewolucją. Gdyby bowiem kiedykolwiek do studia wdarł się jakiś uzbrojony Che Guevara i machając pistoletem wezwał ludność na barykady, to sam widok nagiego od dekoltu wzwyż człowieka wstrząsnąłby lud autentyzmem. Naród przeżyłby szok na widok człowieczeństwa i z wyciem ruszyłby się z kanap.



Add a Comment