Zachwyciła mnie Joanna Keszka, nauczycielka seksu i autor-ka podręczników o tym, jak go uprawiać. Do tego bardzo ładna. W rozmowie wydrukowanej w „Wysokich Obcasach”, za-tytułowanej „Seks to przyjemność”, mówi ona, że konserwa-tyści, nietrafnie łącząc pierdolenie się z moralnością, taktują cielesne przyjemności jako smycz dla kobiet i in-strument wbijania w nie poczucia winy, wstydu i strachu.
„Zawsze mówię, że powinnyśmy się od Kościoła uczyć inten-sywności zajmowania się seksem, bo oni w zasadzie niczym innym się już nie zajmują. Ich przekaz dla kobiet jest ta-ki: »Słonko, Bóg cię kocha, tylko rozkładaj nogi zgodnie z naszymi wskazówkami«”.
Chciałbym umieć tak dobrze pisać. „Ciało raz puszczone w ruch dalej puszcza się samo”. „Sięgnij tam, gdzie penis nie sięga”. Keszka rekomenduje dziewczynom smarowanie się kremem z eklerków jako zachętę do lizania. Niestety w swo-im feminizmie popada Keszka w fanatyzm podobny do kościel-nego. Wzywa kobiety do stanięcia cipka w cipkę, bo ilekroć kobieta mówi cokolwiek złego o innej samicy, strzela do swojej bramki. Pani Joanna powiada też, że mężczyźni pono-szą winę za wszystko, co złe w seksie i w życiu kobiet. I tu mówię swoje non possumus.
Kobiety nie gorzej i nie rzadziej niż męż-czyźni dręczą swoje plemię płciowe i same siebie. Samica jako szefowa na ogół proteguje podległych jej samców kosztem pracownic.
W czasach pierwszego z trzech małżeństw cieszyłem się ko-chanką, żoną przyjaciela, przez co przyjaźń uległa likwi-dacji zresztą. Pewnego razu umówiłem się z dziewczyną na wspólny wyjazd weekendowy. W przededniu przyszła do mnie zmartwiona, że nie może jechać, bo dostała miesiączki. Zdumiałem się: a może lubię krwawą penetrację? A jeśli ona nie lubi, mogę przecież pukać ją w paszczę i odbyt. Możemy też pojechać po to tylko, żeby dyskutować o filozofii Hus-serla. To ona, a nie ja zredukowała siebie do pochwy. Taki żeński antyfeminizm, redukcjonizm swej wartości do pochwy jest częsty u kobiet. Nie dostrzegają w tym samoudręki, masochizmu, antyfeminizmu.
W mojej młodości w czasach PRL zależny byłem od dwóch to-warzyszek w średnim wieku wywodzących się ze środowiska przedwojennych komunistów. Obie korzystały z zajmowanych stanowisk do skłaniania młodych mężczyzn do seksu z nimi, czyli molestowały ich. Dziś Strajk Kobiet ten wyzysk łóż-kowy przypisuje wyłącznie samcom i tak jest na całym świe-cie. Stare towarzyszki lubiły zarazem poniżać ludzi płci męskiej. Mój przyjaciel, który rżnął jedną z nich, usły-szał, że jeśli mu marnie staje, to znaczy, że do niczego nie jest zdolny, więc won z roboty. Jedna z nich była dy-rektorką w telewizji. Raz jadła ze mną obiad. Byłem auto-rem tekstów dla podległego jej kabaretu. Przy drugim daniu usłyszałem, że jestem nudziarzem, skoro nie potrafię jej zabawić. Wkrótce odsunęła mnie od kabaretu, bo obraziła się i zerwała znajomość, gdyż na próbie w studiu powie-działem o aktorce, że pięknie wygląda w krynolinie. Piękną mogła być tylko ona. Nie wiem, czy dzisiejsze damy z PiS cechuje taki sam narcyzm.
Przeciwieństwem nadmiernie bezczelnych bab z Komunistycz-nej Partii Polski były zwykłe dziewczyny, z jakimi sypia-łem. Moja rówieśnica, szesnastolatka, dała mi swój tele-fon, prosząc, żebym dzwonił o każdej porze dnia i nocy, jeżeli zapragnę seksu. Zapytałem, czy tak bardzo go łak-nie. Odparła, że wcale. Chodzi tylko o moje potrzeby.
Ględzę o przeszłości, żeby zilustrować zależność seksu od pozycji społecznej i politycznej nie tylko mężczyzn, ale także bab. Szesnastolatka rozmawiała tylko w ten sposób, że śpiewała jakiś fragment ze szlagieru. Komunikowała mi więc, że nie ma nic do powiedzenia od siebie. Cała jest dodatkiem do cipy. Czymże jest takie mniemanie, jeśli nie damskim antyfeminizmem?
Współcześnie tylko mężczyźni obwiniani są o molestowanie. To nie tylko nieprawda, to jest antymęski seksizm femini-stek.
URBAN



Add a Comment