Mężczyzn nazbyt fatyguje wykonywanie takich ruchów, jak pies na nodze pana. Motorem seksu są kobiety, ale jest to silnik o mocy miejskiej hulajnogi. Jeśli do lenistwa dołożyć antykoncepcję i myślicielstwo młodych, skrobanki, brak czasu, wady dzieci i podłą sytuację mieszkaniową milenialsów, przyszłość narodu polskiego położona jest na Ukrainie.
Demografowie prognozują, że do 2050 r. liczba ludności spadnie o 4,5 miliona Polaków, a połowę populacji stanowić będą emeryci. Żeby miał kto ich utrzymać, niezbędna jest bardziej niż dziś masowa imigracja Ukraińców. Nadawanie im bez zwłoki polskiego obywatelstwa, a żeby mając je, nie uciekali do Niemiec, zapewnianie im płac wyższych niż apanaże tubylców niezbędne jest już teraz, aby w przyszłości Polska nie zanikła z powodu wyludnienia. Konieczne stanie się też protegowanie przez państwo prawosławia zamiast katolicyzmu, Szewczenki w miejsce Mickiewicza i zakładanie u nas ukraińskich szkół i uczelni, teatrów i rusińskiej amatorszczyzny ludowej, fuj.
Doniosłym skutkiem ubocznym ukrainizacji Polski będzie trwałe nadanie Rzeczpospolitej charakteru państwa demokratycznego, pielęgnującego wolność jednostki i pobyt w UE, o której Ukraińcy marzą. Obywatele Polski ukraińskiego pochodzenia nie będą wspierać w wyborach tutejszego nacjonalizmu i jego politycznych reprezentacji, czyli Zjednoczonej Prawicy i Konfederacji. W otoczeniu swej drużyny Kaczyński pójdzie w trwałą odstawkę. Nie wydobędzie go z niej żaden zamach stanu, ponieważ znaczna część wojska i policji będzie trzy razy się żegnać i pisać cyrylicą.
Umocnienie i utrwalenie demokracji, wolności i europejskości Polski wymaga pilnego ustanowienia zapomóg i pożyczek osiedleńczych, nostryfikacji ukraińskich dyplomów, budowy cerkwi itp.
Ukrainizacja narodu polskiego rozumianego konstytucyjnie, czyli jako ogół obywateli państwa, nie wystarczy do tego, żeby PiS nie tylko odepchnąć od władzy, ale zmniejszyć jego szanse na powrót do niej kiedykolwiek. Po odbiciu rządu z rąk nacjonalistów potrzebne będą zmiany utrwalające mizerność PiS minimalizujące jego bazę społeczną. W tym celu rekomenduję darmowe skrobanki na życzenie i gratisową antykoncepcję. Zapobiegną one wzrostowi rdzennie polskich urodzeń, więc spadkowi zapotrzebowania na imigrantów. Dołożyć do tego należy politykę państwa stawiającą na wzrost liczebny i znaczenie średnich miast. Ugodzi ona w PiS jako partię prowincjonalno-parafialną. Upowszechnianie wyższego, choćby nawet marnego wykształcenia odbierać zacznie nacjonalistom szanse na lokalne sukcesy wyborcze na ziemiach będących ich lennami. Czas musi pracować na niekorzyść zaściankowych narodowców z katoprawicy. Te przemiany zapobiegną zaś złym skutkom ubocznym ukrainizacji tutejszego państwa i społeczeństwa. Grozić nam bowiem może wzrastanie w Polsce w siłę i odrębność nacjonalizmu ukraińskiego. Sąsiedzi ze wschodu mają do niego skłonność. Zamiast antypisizmu wschodniego pochodzenia może w Polsce powstać i nabrać mocy odrębne ukraińskie PiS. Przeciwwagą musi być silna europejskość i kosmopolityzm społeczeństwa. Państwo ukraińskie nie będzie niestety zadowolone z upuszczenia mu świeżej krwi.
Polska znów, tak jak przed II wojną wyzyskująca Ukraińców, teraz przez wysysanie produktywnej ludności niekorzystnie wpłynie na politykę Kijowa, siłą rzeczy pchanego przez nas ku Moskwie. Zełenski powie: Unia Europejska nie chce nas na członka, a w zamian Ukraińcy sami wstępują do Unii, emigrując do Polski. Marny to dla nas interes.
W polityce Europy wschodniej (zwanej centralną) największe znaczenie ma warstwa symboliczna. Dla równoważenia wyludnienia musimy Ukrainie kadzić, klęczeć przed tryzubem i przepraszać: wybaczcie, bracia! Reżim PiS stwarza wyższą konieczność wymuszającą obiór mniejszego zła. Nie pierwszy raz Polska chce wydymać Ukrainę. Obchodzimy przecież stulecie 1920 r., rocznicę oszukania Petlury. Wtedy stało się to za sprawą polskich nacjonalistów ze Stronnictwa Narodowego, którzy z radziecką Rosją podpisali w Rydze rozbiór państwa ukraińskiego. Niechaj Ukraina stanie się instrumentem pchającym w niebyt spadkobierców Dmowskiego kaczystów.
Tak to popolitykowałem sobie przed snem, papu, kaku i już mnie nie ma.



Add a Comment