katolickaprasa1

Nasza lotna dziatwa

Prasa katolicka łże, kiedy mając srom na oku sroma się, że Polska ma mały przyrost naturalny. Nie musimy być ciągle brojlernią kelnerek dla całej Europy. W knajpach i w łóżku niech żyje samoobsługa.

To nieprawda, że Polki są dlatego słabo rozpłodowe, że brakuje (na razie) zakazu sprzedaży pigułek przeciwdzieciowych i prezerwatyw, zaś pastylki wczesno- i późnoporonne to dla chcącej nic trudnego. Prawda jest taka, że Polki jako osoby romantyczne (Mickiewicz itd.) oraz spontaniczne (Owsiak itd.) w chwilach seksualnych uniesień nie mają głowy do tego, żeby pomyśleć.

Kłamstwem też jest twierdzenie kaznodziejów i katodziennikarzy, że licznie dokonywane, pomimo że zdelegalizowane skrobanki to wynik uwiądu pobożności, który nie pozwala Polakom stawać się narodem wielkim jak Indonezyjczycy. Wzrost liczby aborcji nie wiąże się z obojętnością religijną, lecz ma inne podłoże myślowe i ekonomiczne: a) Polka i Polak martwią się po szkodzie; b) rozwój tanich i łatwych kredytów udzielanych także ubogim a nieostrożnym dziewczynom pozwala im odskrobać własną lekkomyślność. Wszakże to niezapobieganie porodom ogranicza liczebność narodu.

Wskaźniki demograficzne dlatego – moim zdaniem – nie zadowalają kleru, że znacząca część dzieci już urodzonych i ochrzczonych wypada z okien. Poprosiłem panią red. Malinę Błańską, żeby je pozbierała.

Nie są zbadane przyczyny licznego wylatywania dzieci przez okna. Można się ich tylko domyślać. Hipoteza I: religijność dziatwy od chwili poczęcia do takiej nienaturalnej śmierci. Każde ochrzczone maleństwo woli iść do nieba, zanim zacznie grzeszyć. Hipoteza II: dziatwa w Polsce szuka okna na świat. Hipoteza III, społeczna: dzieci rzucają się z okien po przyjrzeniu się swoim obrzydliwym rodzicom, babciom, ciotkom, ohydnym wnętrzom mieszkań, głupim dziecięcym programom w TV. A też skaczą z okna posłuchawszy przeciętnych rozmów rodzinnych, posmakowawszy papek dla niemowląt firmy Gerber oraz soczków z marchwi. Wszystko to razem wywołuje egzystencjalne zniechęcenie. Te hipotezy przyczyn wczesnego rzucania się z okien znajdują potwierdzenie, co prawda pośrednie. Statystyka wypadków w ogóle nie notuje wypadania dzieci z okien mieszkań parterowych. Gdyby odlatywanie dziatwy przez okno było przypadkowe, odbywałyby się także nieskuteczne, bezpieczne wypadnięcia z parteru.

Analiza skutków wypadania wskazuje, że inwestorzy przez chciwość budują zbyt niskie mieszkania. 3-letni Kamil z Jaworzna przez okno wyszedł naprzeciw mamie, która bawiła na zakupach. Po upadku z III piętra skarżył się tylko na kwiatki, na które spadł brzuszkiem. W Rybniku 6-letni Jacek wyszedł przez okno IV piętra nie łamiąc sobie nawet palca. Z IV także piętra hotelu robotniczego we Wrocławiu wypadło 3-letnie stworzenie płci męskiej leczone następnie w szpitalu z lekkiej odmy płuc. 2-letni Oskar ze Słupska leciał tylko z II piętra ale walnął głową w beton. Zdiagnozowano chwilowy wstrząs mózgu. Dziadek a zarazem ojciec dziecka w jednym nie mógł lotowi zapobiec, gdyż siedział w areszcie za seksualne współżywanie ze swoją córką – matką Oskara.

Oprócz niskich mieszkań bezpieczeństwo lotu dzieci zapewniają niekiedy nasze osiągnięcia cywilizacyjne. 7-letnia Kinga wypadła (lub rzuciła się) wraz z młodszym bratem z VII aż piętra kamienicy we Wrocławiu. Przeżyła dzięki zaczepieniu się w locie o antenę satelitarną TV.

We Wrocławiu matka 5-letniego chłopca zamknęła go w pokoju, a następnie spod bloku wołała go do siebie. Malec posłusznie skoczył z IV piętra i dalej cieszy się swoją mamą, że palce lizać. W Ełku 3-letni chłopiec przeżył upadek z IV piętra. Jak wiele innych dzieci przez okno opuszczał on swych pijanych opiekunów w tym przypadku dziadziusia z czterema promilami w starczych żyłach.

Z XI (jedenastego!) piętra wieżowca w Toruniu matka wyrzuciła przez okno 3-letniego Dawida i skoczyła w ślad za dzieckiem. Matka się zabiła, chłopiec żyje. Żaden to przypadek. Analiza około 100 takich losowo wybranych zdarzeń wskazuje na dwie reguły. Dzieci są bardziej elastyczne od dorosłych, bardziej miękko lądują. Po drugie niedozorowane dzieci pijanych opiekunów znacznie częściej przeżywają upadki z wielkich nawet wysokości niż potomstwo trzeźwych w danym momencie rodzin, które bachorów nie pilnuje z innych niż potrzeba organizmu przyczyn np. zostawia je same w domu lub zagapia się na telewizję. Zmarł np. 4-latek z Krakowa, który wypadł zaledwie z IV piętra wysławszy wcześniej trzeźwą babcię do sklepu po przysmaki. Gdyby babcia szła nawalona, miałby większe szanse przeżycia. Media narodowo-katolickie napominają pijanych rodziców, bo nie wiedzą, że ich alkoholizm jest dla dzieci zbawienny. Katonarododowcy nie pojmują również, że jeśli zgodnie ze zwierzęcą naturą ludzi ich powołaniem jest reprodukcja, to na trzeźwo nie osiąga się tego celu, gdyż kopulację musi poprzedzać napitek.

Niezależnie od wieku dzieci i trzeźwości opiekunów wypadanie z pierwszych dwóch pięter prawie nigdy nie powoduje śmierci lub kontuzji. Troska o przyrost naturalny powinna więc skłaniać do odpowiedniej polityki w mieszkalnictwie. Stadła ambitne mające za cel karierę, a nie rozrodczość, hodujące wiedzę i pieniądze zamiast dzieci, lokowane powinny być przez developerów na wyższych kondygnacjach, aby niższe rezerwować dla rozpłodowego materiału ludzkiego. Wysunięcie tej społecznej propozycji jest właśnie szczytnym celem niniejszej pracy autora.

Jednakże chronienie dzieci przez wylatywanie przez okna nie zaspokoi katolickich ambicji demograficznych. Jak słusznie wskazywał w „NIE” Piotr Gadzinowski, jeżeli naród polski koniecznie pragnie rozwijać się liczebnie (zresztą z ujmą dla jakości życia), są po temu inne sposoby niż płodność, zazwyczaj przecież niechcąca, biorąca się z brudu, pijaństwa, niedbalstwa lub zachodzenia dziewczyn w ciążę dla związania faceta ślubem, gdyż w welonie im do twarzy. Były poseł proponował imigrację do Polski milionów dorosłych Chińczyków, przyszłych skośnych członków narodu polskiego wnoszących do Rzeczpospolitej przedsiębiorczość, zdolności oraz talenty naukowe, muzyczne, ekonomiczne, filmowe, organizacyjne. W ogóle pracowitość i wyobraźnię.

Trzymając się tematu dodać tu należy, że zbadawszy chińską prasę red. Błańska ustaliła, iż chińskie dzieci w ogóle nie wylatują z okien. Widocznie będąc jeszcze niemowlętami rozumem już dorównują polskim dorosłym. W każdym razie tym którzy wyrabiają gazety i periodyki narodowo-katolickie bądź je czytają.

Add a Comment