Pornole, matole

W parlamencie i w rządzie tkwią jeszcze lepsi katolicy niż abepe Jędraszewski, mentor Jezusa Chrystusa. Zamierzają oni boleśnie uderzyć w prawa dziecka, i tak już obkurczone. Trwają prace nad uniemożliwieniem dziatwie dostępu do pornografii w internecie. Ma być tworzony system weryfikacji wieku widzów. Nie wiem, czy przed nadawcą seksu trzeba się będzie legitymować metryką, legitymacją szkolną, obecnością na listach wyborczych czy też wystarczy pokazać pisemną zgodę rodziców. Projektodawcy twierdzą, że naoczne czerpanie przyjemności z jebania powoduje zmiany w mózgu. Uznaje się je za zawsze szkodliwe, chociaż całe szkolnictwo męczy dziatwę, stara-jąc się spowodować w niej przemiany pod czaszką właśnie. Dalej miłośnicy cenzury wy-wodzą, że zapornografione dzieci później, w dorosłości, mieć będą zmniejszoną satysfakcję z pożycia płciowego, prowadzącą do kryzysów w przyszłych związkach. Nie powołują się tu na żadne badania, bo też wszystkie te lęki mają oparcie wyłącznie na wierze z katolicką na czele. Badacze zadali, owszem, młodzieży pytanie o oglądanie porno. Z odpowiedzi wynika, że zaczyna się przed skończeniem 12 roku życia, a widzami jest 60 procent chłopców i 20 procent dziewczynek. Prawidłowe odczytanie tych wyników jest takie, że samiczki są 3 razy bardziej zakłamane niż samczyki. Przed feministkami dużo więc pracy wychowawczej w obrębie własnej płci. W „Gazecie Polskiej” Hubert Kowalski, popieracz obrzydzenia dzieciom życia, wspomina, że w latach 90. XX w. prawica usiłowała w ogóle zdelegalizować pornografię, notabene wracając do regulacji prawnych i praktyk z czasów PRL. Piotr Gadzinowski, wtedy mój zastępca w „NIE” i poseł, przyprowadził na posiedzenie komisji sejmowej zagraniczną gwiazdę porno Dalilę, żeby przedstawiła posłankom i posłom walory seksu do publicznego użytku. Artystki nie wpuszczono na zebranie, podejmowali-śmy ją w redakcji. Wspominanie po niemal ćwierć wieku, że gorszycielki nie wpuszczono do Sejmu, dowodzi o rzadkości prób prawdziwej dyskusji o porno i trwałości w podnieca-niu się tym tematem. A przecież parlamentarzyści mieli zgodę rodziców na obejrzenie por-nograficznej osoby. Dzisiejsza inicjatywa ustawodawcza zmierzająca do tego, żeby sztubakom i sztubaczkom zasłonić oczy, prześlepia to, że oglądanie pornosów zawsze związane jest z masturbacją, oczywistym i nietykalnym prawem i praktyką dziatwy i dorosłych. Rękodzieło to jest nie-zwykle pożyteczne. Nie prowadzi do niechcianych zapłodnień i takich chorób wenerycz-nych oraz do gwałtów, molestowania, mobbingu. Zapewnia jednostce niezależność od in-nych ludzi. Nie dzieli na ładnych i brzydkich, bogatych i biednych, uroczych i obrzydli-wych. Przeciwnie – wszystkich zrównuje i uniezależnia. Koń nie walony nigdy nie wzleci jako Pegaz, dlatego lubi być trze-pany. Owszem, onanizm ma też wady. Samogwałciłem się od czwartej klasy szkoły podstawowej aż do kresu możliwości. Cierpiałem więc na ból ręki i pieczenie szarpanego wciąż prącia. W czasach gdy masturbacji nie można było łączyć z oglądaniem pornosów w łóżku czy w klozecie, gdyż internet nie istniał, trzeba było wspomagać się obrazami wytwarzanymi we własnej wyobraźni. Pornografia będąca wytworem innych ludzi fachowych scenarzystów, ale także zdolnych amatorów, zmniejsza kreatywność wyobraźni. Cóż, każdego rodzaju film zmniejsza potrzebę człowieka snucia marzeń własnego pomysłu. Konstytucja zakazuje cenzury, co odbiera Sejmowi prawa do jej ustanawiania. Sejmu to nie obchodzi, gdyż jego większość uzyskała biegłość w obchodzeniu rocznic i konstytucji wła-śnie. W sprawie ustawy antypornograficznej pocieszyć się można tym, że nie uda się jej w praktyce stosować. Poczucie, że łamią zakaz nałożony na nich, bachorom przynosić więc będzie dodatkową przyjemność oprócz oglądactwa i szczytowania na własną rękę. Wytre-nuje u dzieci skłonność do rozumnego nieposłuszeństwa, bezcennego u przyszłych obywa-teli. Zdradziłem niegdyś prostacką Brigitte Bardot z przepiękną i subtelną włoską gwiazdą Mo-nicą Vitti. Gdyby o tym wiedziała, to by zwymiotowała.

Add a Comment