cs

Cywilizacja śmierci

Część marca papież spędził w Afryce i jego przesłanie dla ludności kontynentu można zawrzeć w jednym słowie: zdychajcie.

Benedykt XVI potępił stosowanie prezerwatyw. To nic nowego, ale w tamtym miejscu miało zbrodniczy posmak. Afrykanów dziesiątkuje głód i skutki niedożywienia oraz AIDS. Kondomy zmniejszają zakażenia HIV-em i przeciwdziałają nadmiernej rozrodczości rosnącej na tym kontynencie szybciej niż potencjał żywnościowy.

Papież występował także w roli technologa przemysłu gumowego wywodząc, że prezerwatywy są nieskuteczne, bo wirus przez nie przenika. Zwiększają więc problem AIDS, bo chronią tylko w 50 procentach. Fachowcy od gumy, wirusów i chorób, ci, których opinie nie są ideologicznie motywowane, utrzymują, że kondom chroni z 90-procentową pewnością. Gdyby jednak tylko połowie użytkowników ratował życie, też przecież wart jest naciągania.

Zamiast prezerwatywy „Jego Świątobliwość” doradzała wstrzemięźliwość seksualną i wierność małżeńską, co w kontekście afrykańskiej kultury jest poradą groteskową. Poza tym papież jeszcze wojował z miejscowymi czarownikami, ale to już normalna walka konkurencyjna przedsiębiorstw tej samej branży.

Kościół katolicki piętnuje jako cywilizację śmierci pakiet poglądów wyrażających przekonanie, że człowiek jest panem swego życia, ma więc prawo swobodnie decydować m.in. o swej rozrodczości i o przerwaniu własnej egzystencji. Kler twierdzi, że właścicielem istoty ludzkiej i sternikiem jej poczynań jest siła wyższa. Państwo więc powinno wymuszać poddaństwo wskazówkom Boga-właściciela także tych ludzi, którzy w żadną siłę nadprzyrodzoną nie wierzą i chcą być wolni. Prawdziwym otóż misjonarzem cywilizacji śmierci w Afryce jest katolicki arcykapłan, który zwalcza instrumenty realnie służące ograniczaniu przedwczesnych zgonów. Przypuszczalnie żadna współczesna dyktatura lewicowa czy prawicowa, żaden fundamentalizm posługujący się terrorem nie ma na sumieniu tylu ludzkich istnień, co przybysz z Watykanu mający w Afryce aż 150 milionów wyznawców żyjących w kulturze, gdzie istnieje nawyk dosłownego traktowania zaleceń różnych przewodników duchowych.

W efekcie wypowiedzi papieża, że „dystrybucja prezerwatyw w Afryce tylko pogarsza epidemię AIDS” największa awantura wybuchła we Francji. 85 procent tamtejszych katolików domaga się zezwolenia Watykanu na stosowanie antykoncepcji, a 43 proc. chce abdykacji papieża traktującego dobro ludzi jako wartość podrzędną wobec regulacji wymyślonych przez katolickich hierarchów.

Dla Polaków takie rzeczy jak zderzenie się szefa ich religii z człowieczeństwem są rzeczą podwójnie obojętną. Po pierwsze bowiem cały świat, z Afryką na czele, gówno obchodzi nasze egocentryczne a prowincjonalne plemię. Pod drugie papieskich słów się nie ocenia, te dźwięki traktuje się podobnie jak szum morza. Gdy papież mówi, mózgi zostają wyłączone. Na ogół papieże są po prostu niesłyszalni.

Obojętność rodaków wobec Benedykta irytuje mnie, gdyż miewam bliskie z papiestwem związki. Byłem skazany przez sąd za lżenie poprzednika Benedykta nr 16, czyli Jana Pawła nr 2. Jak sądzę, nie popadam jednak teraz w recydywę, bo lżenie każdego z papieży liczy się od nowa.

Po drugie grałem raz papieża. W latach 90. holenderski reżyser Theo van Gogh nakręcił o mnie film dokumentalny, w którym realistyczne obrazki i moje opowieści przemieszane zostały z groteskowymi fantazjami. W kostiumie papieża będącym – jak wiadomo – czymś w rodzaju męskiej sukni ślubnej odwiedzałem burdel, błogosławiłem kurwom, a następnie uprawiałem seks plącząc się w sutannie – stroju naprawdę sprzyjającym wstrzemięźliwości płciowej.

Theo van Gogh, słynny holenderski reżyser, showmen i kabareciarz, był wnukiem brata malarza Vincenta i spadkobiercą fortuny, jaką są płótna stryjecznego dziadka sprzedawane po 100 milionów dolarów sztuka. Przewodnikiem van Gogha-wnuka w Polsce i faktycznym współautorem filmu był naukowiec dr Michał Korzec. Obu tych świętokradców spotkał tragiczny koniec. Van Gogh nakręcił film o poniewierce kobiet w islamie i za to Mohammed Bouyeri, muzułmański fanatyk religijny, w 2004 r. zastrzelił go na ulicy w Amsterdamie, a także poderżnął mu gardło i przebił ciało nożem z nadzianym nań fragmentem Koranu. Z dr. Michałem Korcem los obszedł się jeszcze bardziej okrutnie: ożenił się on z prof. Jadwigą Staniszkis.

Add a Comment